- Mogliby mi zabronić wyjechać - powiedział K., który skłaniał się już trochę do projektu wuja.
- Nie sądzę, aby mieli to zrobić - rzekł wuj z namysłem - przez twój wyjazd władza ich nie poniesie jeszcze uszczerbku.
- Myślałem - rzekł K. i wziął wuja pod rękę, aby mu przeszkodzić w przystawaniu - że ty jeszcze mniej ode mnie przypiszesz wagi temu wszystkiemu, a teraz sam bierzesz to tak poważnie. - Józefie - zawołał wuj i chciał mu się wywinąć, by móc przystanąć, lecz K. nie puścił go - zmieniłeś się, miałeś przecież zawsze taki jasny sąd, a właśnie teraz tracisz go! Czy chcesz przegrać proces? Wiesz, co to znaczy? Znaczy to, że będziesz po prostu przekreślony. I wszyscy krewni zostaną w to wciągnięci albo przynajmniej do dna upokorzeni. Józefie, opamiętaj się. Twoja obojętność doprowadza mnie do rozpaczy. Gdy na ciebie patrzę, mam wprost ochotę uwierzyć przysłowiu: "Mieć taki proces, znaczy, już go przegrać."
- Kochany wuju - powiedział K. - zdenerwowanie jest zbyteczne tak z twojej, jak i z mojej strony. Zdenerwowaniem nie wygrywa się procesu, uznaj w pewnej mierze i moje praktyczne doświadczenia, jak ja uznaję twoje, które zawsze ceniłem i cenię także teraz nawet, choć mnie niekiedy dziwią. Ponieważ powiadasz, że przez proces ucierpi i rodzina - czego ja ze swej strony, ale to rzecz uboczna, zupełnie nie mogę pojąć - chętnie we wszystkim cię usłucham. Mimo wszystko nie uważam pobytu na wsi za wskazany, nawet w tym sensie, w jakim ty to sobie wyobrażasz, po prostu dlatego, że uważano by to za ucieczkę i przyznanie się do winy. I choć jestem tu bardziej prześladowany, mogę za to sam więcej zajmować się tą sprawą.