- Słusznie - powiedział wuj tonem, jak gdyby teraz wreszcie się porozumieli - podałem ten projekt dlatego, że jeśli tu zostaniesz, zepsujesz sprawę przez swoją obojętność, i za lepsze uważam, jeśli zamiast ciebie sam będę koło niej zabiegał. Ale jeśli sam zechcesz poprowadzić ją energicznie, tym lepiej.
- Więc zgadzamy się - rzekł K. - A czy masz teraz jakiś plan, co w najbliższym czasie zrobić?
- Najpierw muszę się oczywiście nad tym zastanowić - powiedział wuj - trzeba wziąć pod uwagę, że od dwudziestu lat bez przerwy siedzę na wsi, co osłabia trochę przenikliwość w takich sprawach. Różne cenne kontakty z osobami, które się w tym lepiej orientują, rozluźniły się same przez się. Na wsi jestem trochę osamotniony, to przecież wiesz. Samemu zauważa się to dopiero w takich okolicznościach. Trochę zaskoczyła mnie też twoja sprawa, mimo że przeczuwałem coś podobnego z listu Erny, a dziś na twój widok upewniłem się zupełnie. Ale to obojętne, najważniejsze teraz jest nie tracić czasu. Jeszcze mówiąc to, stanął na palcach, skinął na jakieś auto i podając szoferowi adres równocześnie wciągnął K. za sobą do auta.
- Jedziemy teraz do adwokata Hulda - powiedział - to był mój kolega szkolny. I ty znasz pewnie to nazwisko- Nie- To dziwne. On ma przecież jako obrońca i adwokat dla ubogich znaczny rozgłos. Co do mnie, mam do niego szczególnie wielkie zaufanie jako do człowieka.