- Na drugi raz trzeba prędzej otwierać - powiedział wuj zamiast powitania, gdy dziewczyna zrobiła lekki dyg. - Chodź, Józefie - powiedział potem do K., który przesunął się powoli obok dziewczyny.
- Pan mecenas jest chory - powiedziała dziewczyna, ponieważ wuj nie zatrzymując się śpieszył wprost do jakichś drzwi. K. przypatrywał się jeszcze z ciekawością dziewczynie, gdy ta już się odwróciła, aby z powrotem zamknąć drzwi. Miała okrągłą twarz jak lalka, nie tylko blade policzki i broda, ale także skronie i brzeg czoła zaokrąglały się lalkowato.
- Józefie - zawołał znowu wuj, a dziewczyny spytał się: - Choroba serca?
- Tak myślę - odpowiedziała dziewczyna, która zdążyła wyprzedzić ich ze świecą i otworzyć drzwi. W kącie pokoju, do którego jeszcze nie dotarło światło świecy, podniosła się z łóżka jakaś twarz z długą brodą.
- Leni, kto tu idzie? - spytał adwokat, którego raziła świeca, także nie poznawał gości.
- Albert, twój stary przyjaciel - powiedział wuj.
- Ach, Albert - odrzekł adwokat i opadł na poduszki, jakby wobec tego gościa nie musiał silić się na udawanie.
- Czy rzeczywiście jest tak źle? - spytał wuj i siadł na brzegu łóżka. - Nie sądzę. To jest nawrót twojej choroby serca i przejdzie tak jak poprzednie.

  WJZYPBM WJQQKXM WJQBBYM WQZYXGM WQJBQKM