- Możliwe - powiedział cicho adwokat - ale tym razem jest gorzej niż zawsze. Oddycham ciężko, nie sypiam w ogóle i z dnia na dzień opadam z sił.
- Więc to tak - powiedział wuj i swą wielką ręką silnie przycisnął kapelusz panama do kolan. - To złe wiadomości. Czy masz przynajmniej odpowiednią opiekę? Tak tu smutno, tak ciemno. Po raz ostatni byłem tu już bardzo dawno temu, wtedy wydawało mi się tu przyjemniej. Także i twoja panienka nie wydaje się bardzo
wesoła albo przynajmniej udaje smutek. Dziewczyna stała wciąż jeszcze ze świecą blisko drzwi; o ile to można było poznać z jej nieokreślonego spojrzenia, patrzyła raczej na K., niż na wuja, nawet gdy ten o niej mówił. K. oparł się na krześle, które sobie przysunął blisko dziewczyny.
- Gdy się jest tak chorym jak ja - powiedział adwokat - musi się mieć spokój. Mnie tu nie jest smutno.
Po chwili dodał:
- A Leni dobrze mnie pielęgnuje, dzielna dziewczyna.
Ale wuja nie mogło to przekonać, był widocznie do pielęgniarki uprzedzony i choć nic nie odpowiedział choremu, wodził za nią surowym spojrzeniem, obserwując, jak przystąpiła do łóżka, postawiła świecę na stoliku nocnym, pochyliła się nad chorym i szeptała do niego poprawiając poduszki. Zapomniał prawie o względach winnych choremu, wstał, chodził za pielęgniarką tam i z powrotem i K. nie byłby zdziwiony, gdyby ją był chwycił z tyłu za spódnicę i odciągnął od łóżka. K. sam przypatrywał się wszystkiemu spokojnie, choroba adwokata była mu prawie na rękę, nie mógł się przeciwstawić gorliwości, jaką rozwinął wuj dla jego sprawy, ale chętnie powitał przeszkodę, na jaką bez jego współudziału natknęła się ta gorliwość. Wtem odezwał się wuj, może tylko w tym celu, by obrazić pielęgniarkę:

  WQQBQPM WQVGJZM WQGZZKM WJKKXPM WJXYBYM