- Nie doceniasz jej - powiedział adwokat, nie wdając się już w obronę pielęgniarki; może chciał tym wyrazić, że nie potrzebuje ona obrony. Ale w o wiele cieplejszym tonie mówił dalej: - Co się tyczy sprawy twego siostrzeńca, to czułbym się w każdym razie szczęśliwy, gdyby moje siły sprostały temu nadzwyczaj ciężkiemu zadaniu. Bardzo się boję, że nie sprostają, tak czy owak niczego nie zaniedbam. Jeśli ja nie podołam, można będzie wziąć jeszcze kogo innego. Mówiąc szczerze, zanadto mnie ta sprawa interesuje, abym potrafił zrezygnować z wszelkiego w niej udziału. Jeśli moje serce nie wytrzyma, znajdzie przynajmniej godną okazję, aby odmówić mi posłuszeństwa. K. miał uczucie, że nie rozumie ani słowa z tej całej mowy, popatrzył na wuja, aby znaleźć jakieś wyjaśnienie, ale ten siedział ze świecą w ręku na szafce nocnej, z której już potoczyła się na dywan flaszka z lekarstwem, i przytakiwał wszystkiemu, co mówił adwokat, ze wszystkim się godził i spoglądał od czasu do czasu na K. z wezwaniem do takiej samej zgody. Może wuj już przedtem opowiadał adwokatowi o procesie- Ale to było niemożliwe, wszystko, co przedtem zaszło, przeczyło temu.
- Nie rozumiem - powiedział zatem K.
- Ach, więc to może ja pana źle zrozumiałem? - spytał adwokat, równie zdziwiony i zmieszany jak K. - Może się zanadto pośpieszyłem? O czymże chciał pan ze mną mówić? Myślałem, że chodzi o pański proces?

  WQVPJKM WQQKYPM WQXJYJM WJJXKBM WQBGBQM