- Może to jest mój sędzia - powiedział K. i pokazał palcem na obraz.
- Ja go znam - rzekła Leni i także spojrzała na obraz. - On tu nieraz przychodzi. Obraz pochodzi z jego młodości, ale on nigdy nie mógł być nawet podobny do tego portretu, bo on jest prawie całkiem malutki. Mimo to dal się na obrazie tak wydłużyć, gdyż jest niedorzecznie próżny, jak wszyscy tu. Ale i ja jestem próżna i bardzo niezadowolona z tego, że się panu wcale nie podobam.
Na ostatnią uwagę odpowiedział K. tylko w ten sposób, że objął Leni i przyciągnął ją do siebie. Oparła cicho głowę na jego ramieniu. Wracając do poprzedniej rozmowy, spytał:
- Jaki on ma stopień?
- On jest sędzią śledczym - powiedziała, chwyciła rękę K., który ją trzymał w objęciu, i bawiła się jego palcami.
- Znowu tylko sędzia śledczy - powiedział K. rozczarowany - wysocy urzędnicy ukrywają się. Ale on siedzi przecież na tronie.
- To wszystko jest zmyślone - powiedziała Leni, pochyliwszy twarz nad ręką K. - W rzeczywistości siedzi na stołku kuchennym, na którym leży złożona stara, końska derka. Ale czy musi pan bezustannie myśleć o swoim procesie? - dodała powoli.
- Nie, wcale nie - rzekł K. - ja prawdopodobnie nawet za mało o nim myślę.
- Nie ten błąd pan popełnia - powiedziała Leni - słyszałam, że jest pan zanadto nieustępliwy.

  WJVYKBM WJJQYXM WQPPBJM WQJYXBM WQZPXKM