- Więc panu na niej niewiele zależy - powiedziała Leni - a zatem nie jest wcale pana kochanką.
- A jednak - powiedział K. - nie cofam mego słowa.
- Więc niech będzie, że jest pana kochanką teraz, dobrze - powiedziała Leni - ale jeśli pan ją straci albo zamieni na inną, na przykład na mnie, nie będzie jej panu bardzo brak.
- Przypuszczalnie nie - powiedział z uśmiechem K. - ale ona ma wielką zaletę w porównaniu z panią, ona nie wie nic o moim procesie, a nawet gdyby o nim coś wiedziała, nie myślałaby o tym. Nie starałaby się nakłonić mnie do uległości.
- To nie jest zaleta - powiedziała Leni - jeśli nie ma żadnych
innych, nie tracę otuchy. Czy ma jakąś usterkę fizyczną?
- Usterkę fizyczną? - spytał K.
- Tak - powiedziała Leni - ja mam bowiem taką małą usterkę, niech pan patrzy. - Rozgięła u prawej ręki palce środkowy i serdeczny, łącząca je skórka sięgała aż prawie do górnego zgięcia krótkiego palca, K. nie zauważył zaraz w ciemności, co mu chciała pokazać, dlatego sama poprowadziła jego rękę, by tego dotknął.
- Co za wybryk natury - powiedział K. i gdy obejrzał całą rękę, dodał: - jaka ładna łapka!
Z pewnego rodzaju dumą przyglądała się Leni, jak K., dziwiąc się, wciąż na nowo składał i rozkładał jej palce, aż w końcu przelotnie je ucałował i puścił.