- Panu się zdaje, że jest pan bardzo chytry - powiedział K. - Więc prowadź mnie pan! W kuchni nie był jeszcze K. nigdy, była zdumiewająco duża i dostatnio urządzona. Samo ognisko kuchenne było trzy razy większe od zwyczajnych, zresztą dalszych szczegółów nie było widać, bo kuchnia była oświetlona tylko małą lampką wiszącą u wejścia. Przy ognisku stała Leni w białym fartuchu, jak zawsze, i rozbijała jaja do garnka stojącego na maszynce spirytusowej.
- Dobry wieczór, Józefie - powiedziała rzucając mu spojrzenie z ukosa.
- Dobry wieczór - powiedział K. i ręką wskazał kupcowi stojące na boku krzesło; kupiec usiadł na nim posłusznie. K. natomiast stanął tuż za plecami Leni, nachylił się przez jej ramię i spytał:
- Kto to jest ten człowiek?
Leni objęła K. jedną ręką, drugą rozkłócała zupę, przyciągnęła go przed siebie i powiedziała:
- To jest pożałowania godny człowiek, biedny kupiec, niejaki Block. Spójrz tylko na niego. Oboje się odwrócili. Kupiec siedział na krześle, które mu wskazał K., zdmuchnął świecę, której światło było zbyteczne, i gniótł palcami knot, by stłumić dym.
- Byłaś w koszuli - powiedział K. i ręką odwrócił znowu jej głowę w stronę ogniska. Milczała. - On jest twoim kochankiem? - spytał.

  WJZQKVM WJKYPZM WJXKZBM WQVJBYM WQGGVVM