Chciała wziąć garnek z zupą, ale K. chwycił obie jej ręce i rzekł:
- No, odpowiedz!
Powiedziała:
- Chodź do gabinetu, wszystko ci wytłumaczę.
- Nie - powiedział K. - chcę, byś mi tu wytłumaczyła. - Uwiesiła się na nim i chciała go pocałować. K. jednak uchylił się i powiedział: - Nie chcę, byś mnie teraz całowała.
- Józefie - odezwała się Leni patrząc mu błagalnie, a jednak otwarcie w oczy - chyba nie jesteś zazdrosny o pana Blocka. - Rudi - powiedziała potem, zwracając się do kupca - pomóżże mi, widzisz, jak się mnie podejrzewa, zostaw świecę. Można było sądzić, że kupiec na nic nie uważał, zagadnięty jednak, doskonale wiedział, o co chodzi.
- Sam nie wiem w istocie, dlaczego miałby pan być zazdrosny - powiedział dość niedołężnie.
- Właściwie, to ja także nie wiem - powiedział K. i popatrzył z uśmiechem na kupca. Leni śmiała się głośno, wyzyskała nieuwagę K., aby uwiesić się u jego ramienia, i szepnęła:
- Zostaw go teraz, widzisz przecież, co to za człowiek. Zajęłam się nim, ponieważ jest ważnym klientem adwokata, z żadnego innego powodu. A ty? Chcesz jeszcze dzisiaj mówić z adwokatem? Jest dzisiaj bardzo chory; jeśli chcesz, zgłoszę cię jednak. Ale przez noc zostaniesz na pewno u mnie. Już tak dawno nie byłeś u nas, nawet adwokat pytał sam o ciebie. Nie zaniedbuj procesu! Także i ja mam ci do powiedzenia niejedno, o czym posłyszałam. Ale przede wszystkim zdejm płaszcz! Pomogła mu się rozebrać, wzięła jego kapelusz, pobiegła z rzeczami do przedpokoju, powiesiła je, przybiegła z powrotem i zajrzała do zupy.

  WQYGKZM WQZBKYM WQJGPPM WQPBYGM WJJQKBM