- Ależ to nie ma sensu - na co się odwrócili i popatrzyli na niego życzliwie, ale z powagą, a on wreszcie zatrzymał się przy stole nadzorcy. - Prokurator Hasterer jest moim dobrym przyjacielem -rzekł - czy mogę do niego zatelefonować?
- Oczywiście - powiedział nadzorca - tylko nie wiem, jaki to mogłoby mieć sens? Chyba że ma pan z nim omówić jakąś prywatną sprawę.
- Jaki sens? - zawołał K. bardziej zdumiony niż rozgniewany. - Ależ kto pan jest? Pan chce widzieć sens, a dopuszcza się największego bezsensu. To doprawdy może przyprawić o rozpacz. Ci panowie najpierw mnie napadli, a teraz siedzą i stoją naokoło i każą mi popisywać się przed panem. Jaki to ma sens telefonować do prokuratora, gdy jestem rzekomo aresztowany? Dobrze, nie będę telefonował.
- Ależ proszę - powiedział nadzorca i wskazał ręką na przedpokój, gdzie był telefon. - Proszę, może pan zatelefonować.
- Nie, już teraz nie chcę - rzekł K. i podszedł do okna. Naprzeciw całe towarzystwo stało jeszcze u okna i tylko jego zbliżenie się zmieszało nieco obserwatorów. Starzy chcieli się podnieść, lecz znajdujący się za nimi człowiek uspokoił ich.
- Tam są także tacy widzowie! - zawołał K. całkiem głośno do nadzorcy i pokazał ich wskazującym palcem. - Precz stąd! - krzyknął potem do nich. Wszyscy troje zaraz się też cofnęli o kilka kroków, oboje starzy nawet jeszcze za mężczyznę, który zasłonił ich swoim szerokim ciałem i wnosząc z ruchu ust mówił coś niezrozumiałego na odległość. Całkiem jednak nie zniknęli, lecz zdawali się czekać na sposobność, kiedy będą mogli znowu zbliżyć się do okna.

  WQQBQQM WJZGKYM WQXXKVM WQPQJZM WQBQQZM