- Więc pan pracuje też sam w sądzie? - spytał K. - Właśnie o tym pragnąłbym się czegoś dowiedzieć.
- O tym mogę niewiele powiedzieć - odrzekł kupiec. - Początkowo rzeczywiście próbowałem tego, ale wkrótce to zarzuciłem. To jest zbyt wyczerpujące i nie daje wielkiego rezultatu. Samemu działać tam i pertraktować okazało się, przynajmniej dla mnie, zupełnie niemożliwe. Już samo siedzenie w sądzie i wyczekiwanie to wielki wysiłek. Pan sam zna zresztą ciężkie powietrze kancelaryj.
- Jak to, skąd pan wie, że ja tam byłem? - spytał K.
- Byłem właśnie w poczekalni, gdy pan przechodził.
- Co za przypadek!- zawołał K., przejęty tym, co słyszał, i zapominając zupełnie o poprzedniej śmieszności kupca. - Więc pan mnie widział! Pan był w poczekalni, gdy ja przechodziłem. Tak, w istocie raz tamtędy przechodziłem.
- To nie jest tak dziwny przypadek - powiedział kupiec - jestem tam prawie każdego dnia.
- Ja także będę tam widocznie musiał częściej zaglądać - rzekł K. - tylko że już mnie nie przyjmą z takim uszanowaniem jak wtedy. Wszyscy wstali. Z pewnością myślano, że jestem sędzią.
- Nie - powiedział kupiec - ukłoniliśmy się wtedy woźnemu sądowemu. Że pan jest oskarżony, wiedzieliśmy. Takie wiadomości rozchodzą się prędko.

  WQQPJGM WQVKVYM WQGXBJM WJKVVKM WJXGYQM