- Pan musiał zauważyć, że choć mam wielką kancelarię, jednak nie zatrudniam pomocników. Przedtem było inaczej, był czas, gdy kilku młodych prawników pracowało dla mnie, dziś pracuję sam. Wiąże się to po części ze zmianą mojej praktyki, coraz bardziej bowiem ograniczam się do spraw sądowych tego rodzaju co pańska, po części z coraz głębszym zrozumieniem, jakie nabyłem w tych sprawach prawnych. Uważałem, że nie mogę nikomu powierzyć tej roboty, jeśli nie chcę sprzeniewierzyć się moim klientom i zadaniu, którego się podjąłem. Decyzja jednak wykonywania całej pracy samemu pociągnęła za sobą normalne skutki: musiałem odrzucać prawie wszystkie prośby o podjęcie się obrony i mogłem przyjmować tylko te, które mnie szczególnie blisko obchodziły - no, a dość jest kreatur, które rzucają się na każdy odpadek, jaki im spadnie - nie potrzebuję daleko szukać. Później, w dodatku, zachorowałem z przepracowania. Lecz mimo to nie żałuję mojej decyzji, możliwe, że mogłem był odrzucić jeszcze więcej spraw, niż to zrobiłem, ale to, że oddałem się całkowicie powierzonym mi procesom, okazało się bezwzględnie konieczne i zostało wynagrodzone powodzeniem. W jednym z pism znalazłem kiedyś świetnie wyrażoną różnicę, jaka zachodzi między obroną w zwyczajnych, a obroną w tych właśnie sprawach. Brzmiało to tak: jeden adwokat prowadzi swego klienta po nitce do wyroku, drugi natomiast od razu bierze klienta na plecy i niesie go, nie zsadzając, aż do wyroku i jeszcze dalej. Tak jest. Ale przesadzałem mówiąc, że nigdy nie żałuję tej wielkiej pracy, Jeśli, jak w pańskim wypadku, ktoś jej tak zupełnie nie docenia, natenczas prawie żałuję.

  WQQJVJM WQVYJKM WQYJVQM WJVXZJM WJXPZVM