K. bardziej zniecierpliwiło, niż przekonało to gadanie. Zdawało mu się, że z brzmienia głosu, adwokata wyczuwa, co by go czekało, gdyby ustąpił. Znowu zaczęłyby się pocieszenia, wskazywanie na postępy w pracy nad podaniem, na lepszy nastrój urzędników sądowych, ale także na wielkie trudności, które piętrzą się dookoła zadania, słowem, znowu powtarzałby wszystko, co K. aż do przesytu już znał, aby dalej łudzić nieokreślonymi nadziejami i dręczyć nieokreślonymi groźbami. Temu musiał stanowczo przeszkodzić, dlatego powiedział:
- Co zamierza pan w mojej sprawie przedsięwziąć, jeśli zatrzyma ją pan nadal? Adwokat nagiął się nawet do tego obrażającego pytania i odrzekł:
- Kontynuować to, co już dla pana przedsięwziąłem.
- Wiedziałem to - powiedział K. - wobec tego każde dalsze słowo jest zbyteczne.
- Zrobię jeszcze jedną próbę - powiedział adwokat, tak jak gdyby to, co irytowało K., spotkało nie K., ale jego. - Mam bowiem podejrzenie, że nie tylko do fałszywej oceny mojej pomocy prawnej, ale w ogóle do pańskiej postawy doprowadziło pana to, że mimo stanu oskarżenia jest pan traktowany za dobrze albo, lepiej się wyraziwszy, za pobłażliwie, pozornie pobłażliwie. Także i to ostatnie ma swoją przyczynę; często lepiej jest być na łańcuchu niż na wolności. Ale ja chciałbym jednak pokazać panu, jak traktuje się innych oskarżonych, może wystarczy to panu, by wyciągnąć z tego naukę. Zawołam teraz mianowicie Blocka, proszę odemknąć drzwi i usiąść tu obok nocnego stolika!

  WJZBGKM WQPXKPM WJQVVXM WQZXJBM WQJZQZM