- Block tu? - spytał.
To pytanie było dla Blocka, który już znacznie posunął się ku środkowi, jakby ciosem w samą pierś czy w plecy - zatoczył się, przystanął nisko zgarbiony i powiedział:
- Do usług.
- Czego chcesz? - spytał adwokat - przychodzisz nie w porę,
- Czy nie zostałem wezwany? - spytał Block bardziej siebie niż adwokata, trzymał przed sobą ręce jak dla obrony i był gotów wybiec.
- Zostałeś wezwany - powiedział adwokat - mimo to przychodzisz nie w porę. - A po chwili dodał: - Zawsze przychodzisz nie w porę.
Odkąd adwokat zaczął mówić, Block przestał patrzeć na łóżko, wlepił wzrok gdzieś w kąt i nasłuchiwał tylko, jak gdyby nawet spojrzenie mówiącego było zbyt oślepiające, by mógł je znieść. Ale i przysłuchiwanie się było trudne, bo adwokat mówił w kierunku ściany, a do tego cicho i prędko.
- Czy pan chce, bym odszedł? - spytał Block.
- No, ponieważ już tu jesteś - powiedział adwokat - zostań!
Można by przypuszczać, że adwokat spełniał nie prośbę Blocka, ale groził mu biciem, bo teraz zaczął Block rzeczywiście się trząść.
- Byłem wczoraj - mówił adwokat - u trzeciego sędziego, mego przyjaciela, i stopniowo skierowałem rozmowę na ciebie. Chcesz wiedzieć, co powiedział?
- O, proszę - rzekł Block. Ale ponieważ adwokat nie zaraz odpowiedział, powtórzył Block jeszcze raz prośbę i schylił się, jakby chciał uklęknąć. Na to rzucił się na niego K.: