K. nic nie odpowiedział, patrzył tylko ze zdumieniem na tego nieprzytomnego wprost człowieka. Co za zmiany zaszły w nim już tylko w ostatniej godzinie! Czy to proces tak nim miotał i nie pozwalał dostrzec, gdzie wróg, a gdzie przyjaciel? Czyż nie widział, że adwokat z rozmysłem go upokarza i tym razem nie ma nic innego na celu, jak tylko chełpić się przed K. swoją władzą i przez to może i go pozyskać? Jeśli jednak Block nie był w stanie sobie tego uświadomić albo jeśli tak bardzo bał się adwokata, że mu ta świadomość nic nie mogła pomóc, jak to się stało, że był jednak tak chytry czy tak odważny, by oszukiwać adwokata i przemilczeć, że oprócz niego miał jeszcze innych adwokatów, którzy dla niego pracowali? I jak śmiał zaatakować K., skoro ten mógł natychmiast zdradzić jego tajemnicę? Ale on odważył się na jeszcze więcej, podszedł do łóżka adwokata i zaczął się tam żalić na K.:
- Panie adwokacie - powiedział - czy słyszał pan, jak ten człowiek ze mną mówił? Jego proces liczy się dopiero na godziny, a on już chce dawać nauki mnie, człowiekowi, który ma za sobą pięć lat procesu. Nawet znieważa mnie. Nie wie nic, a znieważa mnie, który, na ile pozwalają moje słabe siły, dokładnie przestudiowałem, czego wymaga przyzwoitość, obowiązek i zwyczaj sądowy.