Lecz tego wieczoru - dzień zbiegł szybko na wytężonej pracy i na wielu życzeniach urodzinowych, serdecznych i pełnych czci - K. chciał natychmiast pójść do domu. W ciągu wszystkich krótkich przerw w pracy dziennej myślał o tym, nie zdając sobie dokładnie sprawy ze swoich myśli, miał wrażenie, że wypadki ranne spowodowały wielki nieporządek w. całym mieszkaniu pani Grubach i że właśnie jego obecność jest niezbędna do przywrócenia porządku. Jeśli raz
porządek zostanie przywrócony, zniknie wszelki ślad tych zdarzeń i wszystko wróci do swego starego trybu. Zwłaszcza nie należało bać się niczego ze strony owych trzech urzędników, którzy włączyli się z powrotem w wielką machinę urzędniczą banku i nie można było dostrzec, aby się zmienili. K. nieraz przywoływał ich do swego biura, pojedynczo i razem, tylko w tym celu, by ich obserwować, i za każdym razem odprawiał ich uspokojony. Gdy o wpół do dziesiątej wieczór przyszedł do domu, gdzie mieszkał, spotkał w bramie wyrostka, który stał rozkraczywszy nogi i palił fajkę.
- Kto pan jest? - spytał natychmiast K. i zbliżył swoją twarz do twarzy chłopaka: w mroku sieni nie było widać dokładnie.
- Jestem synem stróża, proszę wielmożnego pana - odpowiedział chłopak, wyjął fajkę z ust i usunął się na bok.