Siedzieli razem przy stole, a K. zanurzał od czasu do czasu ręce w pończochy.
- Mam wiele roboty - rzekła - dzień mój należy do lokatorów, jeśli chcę doprowadzić moje rzeczy do porządku, zostają mi tylko wieczory.
- A dzisiaj pewnie przysporzyłem pani jeszcze dodatkowej pracy?
- W jaki sposób? - spytała z ożywieniem, odkładając robotę na kolana.
- Mam na myśli tych ludzi, którzy tu byli dziś rano.
- Ach tak - rzekła i znowu zapadła w swój zwykły spokój. - To mi nie przyczyniło wiele roboty.
K. przypatrywał się w milczeniu, jak wzięła z powrotem do rąk pończochę. "Wygląda, jakby była zdziwiona, że ja o tym mówię - myślał - uważa za niewłaściwe wszczynanie rozmowy o tym. Tym bardziej powinienem to zrobić, tylko ze starą kobietą mogę o tym mówić".
- A jednak przyczyniło to na pewno pracy - powiedział potem - ale to się już nie powtórzy.
- Nie, to już nie może się powtórzyć - zapewniła i uśmiechnęła się do K. prawie boleśnie.
- Myśli pani to poważnie? - spytał K.
- Tak - rzekła ciszej - ale przede wszystkim nie powinien się pan tym zbytnio przejmować. Nie takie rzeczy dzieją się na świecie! Ponieważ pan ze mną z takim zaufaniem rozmawia, drogi panie, mogę panu wyznać, że podsłuchiwałam trochę pod drzwiami i że obaj strażnicy powiedzieli mi to i owo. Przecież tu chodzi o pańskie szczęście, a ono mi rzeczywiście leży na sercu, więcej, niż mi przystoi,

  WJVQVZM WQZJBYM WJXVGVM WQGBYZM WQPPQZM