i prawie nie umiejąc się pohamować - zresztą pani widocznie zrozumiała też źle moją uwagę o pannie Bürstner, wcale nie o tym myślałem. Nawet otwarcie ostrzegam panią przed powiedzeniem najmniejszego słówka pannie Bürstner, pani jest całkowicie w błędzie, znam pannę Bürstner bardzo dobrze i nic z tego, co pani powiedziała, nie jest prawdą. Zresztą, może posuwam się za daleko, nie wstrzymuję pani, może jej pani powiedzieć, co pani chce. Dobranoc.
- Panie K. - odezwała się błagalnie pani Grubach i pośpieszyła za nim aż do jego drzwi, które już otworzył. - Wcale nie chcę jeszcze z nią mówić, chcę ją naturalnie tymczasem dalej obserwować, tylko z panem podzieliłam się moimi spostrzeżeniami. Ostatecznie leży to w interesie każdego lokatora, jeśli dbam o dobrą reputację pensjonatu, nic innego nie było moim zamiarem.
- Dobra reputacja! - zawołał K. jeszcze przez szparę drzwi - jeśli pani chce utrzymać dobrą reputację pensjonatu, powinna pani mnie pierwszemu wypowiedzieć! - Po czym zatrzasnął drzwi nie zwracając już uwagi na ciche pukanie.
Ponieważ jednak nie miał ochoty do spania, postanowił czuwać i przy tej sposobności zbadać, kiedy przyjdzie panna Bürstner. Może wówczas uda się, choćby to nawet było niewłaściwe, zamienić z nią parę słów. Gdy siedział przy oknie i przymknął zmęczone oczy, myślał nawet chwilę o tym, by ukarać panią Grubach, namówić pannę Bürstner i wspólnie z nią wypowiedzieć mieszkanie. Ale natychmiast wydało mu się to straszliwą przesadą, podejrzewano by wprost, że