- Proszę pani. - Brzmiało to jak prośba, nie jak wołanie.
- Czy tu ktoś jest? - spytała panna Bürstner i obejrzała się zdziwiona.
- To ja - rzekł K. i zbliżył się.
- Ach, pan K.! - rzekła panna Bürstner uśmiechając się. - Dobry wieczór - i podała mu rękę.
- Pragnąłbym z panią zamienić kilka słów, czy pozwoli pani teraz?
- Teraz? - spytała panna Bürstner - czy musi to być teraz? To chyba trochę dziwne.
- Czekam już na panią od dziewiątej godziny.
- No tak, byłam w teatrze i nic o panu nie wiedziałam.
- Przyczyna, dla której pragnę z panią pomówić, zaszła dopiero dziś rano.
- No, cóż. W takim razie nie mam zasadniczo nic przeciwko
temu, chyba to tylko, że padam wprost ze zmęczenia. Więc proszę na kilka minut do mego pokoju. Tu w żadnym razie nie możemy rozmawiać, obudzimy przecież wszystkich, a to byłoby mi bardziej jeszcze nieprzyjemne ze względu na nas niż na ludzi. Proszę poczekać, aż zaświecę u siebie, a potem skręcić światło tu. - K. wykonał to, następnie czekał jeszcze, aż go panna Bürstner cicho wezwała do swego pokoju.
- Proszę usiąść - rzekła i wskazała na otomanę, ale sama mimo zmęczenia, na które się uskarżała, stała oparta o poręcz łóżka; nie zdjęła nawet swego małego, ale przeładowanego kwiatami kapelusza. - Więc o co panu chodzi? Jestem rzeczywiście ciekawa. - Skrzyżowała lekko nogi.

  WQKYYBM WQBKZPM WQYXZXM WJZPPQM WQXYBKM