- Dziwne - rzekła panna Bürstner - że jestem zmuszona zabronić panu tego, czego pan sobie sam powinien był zakazać, mianowicie wchodzenia do mego pokoju w czasie mojej nieobecności.
- Wyjaśniłem przecież pani - rzekł K. i podszedł także do fotografii - że to nie ja dopuściłem się tego przekroczenia, ale ponieważ pani mi nie wierzy, muszę wyznać, że komisja śledcza sprowadziła trzech urzędników bankowych, a z tych jeden, którego przy najbliższej sposobności usunę z banku, dotykał prawdopodobnie fotografii. Tak, była tu komisja śledcza - dodał K., ponieważ panna Bürstner patrzyła na niego pytającym wzrokiem.
- W pańskiej sprawie? - spytała panna Bürstner.
- Tak - odpowiedział K.
- Nie! - zawołała panna Bürstner i roześmiała się.
- A jednak - rzekł K. - czy sądzi pani, że jestem niewinny?
- No, niewinny... - powiedziała - nie chcę tak z miejsca wydawać sądu, może brzemiennego w skutki, zresztą nie znam pana przecież, w każdym razie trzeba by już być ciężkim zbrodniarzem, aby sprowadzać zaraz na kark komisję śledczą. Ponieważ jest pan jednak wolny - a przynajmniej z pańskiego spokoju wnoszę, że pan nie zbiegł z więzienia - nie mógł się pan dopuścić żadnej zbrodni.
- Tak - rzekł K. - ale komisja śledcza mogła przecież uznać, że jestem niewinny albo nie tak winny, jak przypuszczała.

  WQQQXVM WJZPQQM WQXGQZM WQBZKYM WQYZXXM