Panna Bürstner siedziała na otomanie i znowu się roześmiała.
- Więc jak to było? - spytała.
- Okropnie - rzekł K., ale już nie myślał o tym zupełnie porwany widokiem panny Bürstner, która oparła głowę na jednej ręce - łokieć spoczywał na poduszce otomany - podczas gdy drugą ręką powoli przesuwała po biodrze.
- Marny dowcip - rzekła panna Bürstner.
- Jaki dowcip? - spytał K. Zaraz jednak przypomniał sobie, o czym była mowa, i zapytał: - Mam pani pokazać, jak to było? - Chciał wykonać ruch, a przecież nie odchodzić od niej.
- Jestem już zmęczona - rzekła panna Bürstner.
- Pani przyszła tak późno - powiedział K.
- Więc na koniec spotykam się jeszcze z wyrzutami, ale też słusznie, bo nic powinnam była wpuścić tu pana. Jak się okazało, nie było to wcale konieczne.
- Było konieczne, teraz dopiero pani to zobaczy - rzekł K. - Czy mogę odsunąć stolik nocny od pani łóżka?
- Cóż panu wpadło do głowy? - spytała panna Bürstner - oczywiście że nie!
- Wobec tego nie mogę pani pokazać - rzekł K. zirytowany tak, jak gdyby wyrządzono mu niesłychaną szkodę.
- No, jeśli panu to konieczne do odtworzenia sceny, to proszę sobie wysunąć stolik, byle cicho - rzekła panna Bürstner i dodała po chwili słabszym głosem: - Jestem tak zmęczona, że pozwalam na więcej, niż powinnam. K. ustawił na środku pokoju stolik i zasiadł za nim.