- Pani musi sobie dokładnie uzmysłowić podział ról, to bardzo ciekawe. Ja jestem nadzorcą, tam na kufrze siedzą dwaj strażnicy, przy fotografiach stoją trzej młodzi ludzie. Na klamce okna, zaznaczam nawiasem, wisi biała bluzka. A teraz zaczynamy. Prawda, zapomniałem o mnie, najważniejszej osobie: a więc ja stoję tu przed stolikiem. Nadzorca rozparł się, siedzi nadzwyczaj wygodnie, nogę założył na nogę, ramię zwiesił, o tu, przez poręcz, bezprzykładny gbur, że drugiego takiego trudno znaleźć. A teraz już naprawdę zaczynamy. Nadzorca woła, jak gdyby musiał mnie budzić, wprost krzyczy. Niestety muszę, jeśli chcę to pani uzmysłowić, także krzyczeć, zresztą wykrzykuje tylko moje nazwisko.
Panna Bürstner, która przysłuchiwała się śmiejąc, położyła palec wskazujący na ustach, aby zapobiec krzykowi, ale już było za późno, K. był zanadto przejęty swoją rolą, krzyknął przeciągle: - "Józef K." -zresztą nie tak głośno, jak groził, tak jednak, że jego nagle z ust wyrwane wołanie zdawało się dopiero stopniowo rozbrzmiewać w pokoju. Wtem dało się kilka razy słyszeć pukanie do drzwi z sąsiedniego pokoju, silne, krótkie, miarowe. Panna Bürstner zbladła i położyła rękę na sercu. K. przeraził się szczególnie mocno, ponieważ jeszcze przez chwilę nie był zdolny myśleć o czym innym, jak tylko o porannych wydarzeniach i o dziewczynie, której je przedstawiał. Ledwie się opanował, podbiegł do panny Bürstner i wziął ją za rękę.

  WQBVBZM WQVQVYM WJZZJVM WQQKQZM WJVBKKM