- Niech się pani nie boi - szepnął - wszystko zaraz wyjaśnię.
Kto to jednak może być? Tu obok jest przecież pokój, w którym nikt nie śpi.
- Przeciwnie - szepnęła mu do ucha panna Bürstner - odwczoraj śpi tu siostrzeniec pani Grubach, kapitan. Nie ma akurat innego pokoju wolnego. Sama o tym zapomniałam. Że też pan musiał tak krzyczeć! Jestem niepocieszona.
- Nie ma powodów po temu - rzekł K. i gdy opadła teraz na
poduszkę, pocałował ją w czoło.
- Co pan robi! - zawołała i już zerwała się spiesznie. - Odejdź pan, odejdźże, czego pan chce, przecież on podsłuchuje pod drzwiami i wszystko słyszy. Jak pan mnie męczy!
- Odejdę nie prędzej - rzekł K. aż się pani nieco uspokoi. Przejdźmy w inny kąt pokoju, tam on nas nie usłyszy. - Dała się zaprowadzić.
- Proszę zrozumieć - rzekł - że jest to wprawdzie dla pani przykrość, ale bynajmniej nie ma niebezpieczeństwa. Pani wie, że gospodyni, która jest przecież w tej sprawie osobą decydującą, zwłaszcza że kapitan to jej siostrzeniec, bardzo mnie szanuje i we wszystko, co mówię, bezwzględnie wierzy. Zresztą jest ode mnie zależna, bo pożyczyłem jej większą kwotę. Każdą pani propozycję dla wyjaśnienia naszego sam na sam przyjmuję, jeśli tylko będzie jako tako przekonująca, i zaręczam, że zmuszę panią Grubach nie tylko do oficjalnego przyjęcia mego wyjaśnienia, ale także do rzeczywistej i szczerej wiary w jego prawdziwość. Mnie proszę absolutnie nie oszczędzać. Jeżeli chce pani rozpuścić pogłoskę, że napadłem panią, to przedstawię to pani Grubach w ten sposób, a uwierzy w to, nie tracąc do mnie zaufania, tak bardzo jest do mnie przywiązana. - Panna Bürstner patrzyła przed siebie na podłogę, cicha i jakby załamana. - Dlaczego pani Grubach nie ma uwierzyć, że napadłem panią? - dodał. Widział przed sobą jej włosy, rozdzielone przedziałkiem, puszyste, ujęte z tyłu w mocny węzeł, rudawe włosy. Miał nadzieję, że zwróci na niego spojrzenie, ale nie zmieniając postawy powiedziała tylko: