- Złe wiadomości? - spytał od niechcenia zastępca dyrektora, nie aby się czegoś dowiedzieć, tylko by K. odsunąć od aparatu.
- Nie, wcale nie - rzekł K., ustąpił na bok, ale nie odszedł.
Wicedyrektor wziął słuchawkę i czekając na połączenie powiedział zakrywszy słuchawkę ręką:
- Jeszcze jedno pytanie. Czy chciałby pan zrobić mi w niedzielę rano przyjemność i odbyć ze mną przejażdżkę na mojej żaglówce? Będzie większe towarzystwo, na pewno i pańscy znajomi, między innymi prokurator Hasterer. Przyjdzie pan? Niechże pan przyjdzie!
K. starał się uważnie słuchać tego, co mu mówił zastępca dyrektora. Nie było to dla niego bez znaczenia, bo zaproszenie ze strony wicedyrektora, z którym nigdy nie żył w zbyt dobrej komitywie, oznaczało próbę pojednania, świadczyło, jak ważną osobistością stał się K. w banku i jaką wagę przywiązywał drugi najwyższy urzędnik banku do jego przyjaźni, a przynajmniej do jego neutralności. To zaproszenie było aktem upokorzenia się zastępcy dyrektora, choćby nawet wypowiedział je, ot tak, znad słuchawki, w oczekiwaniu połączenia telefonicznego. Ale K. zmuszony był dopuścić do powtórnego upokorzenia i powiedział:
- Bardzo dziękuję, ale w niedzielę niestety nie mam czasu, mam już pewne zobowiązanie.