- Pan powinien był przyjść przed godziną i pięciu minutami . chciał coś odpowiedzieć, lecz nie znalazł na to czasu, ledwie to bowiem tamten powiedział, gdy w prawej połowie sali podniosło się ogólne szemranie.
- Pan powinien był przyjść przed godziną i pięciu minutami - powtórzył ów człowiek podniesionym głosem i prędko powiódł okiem po sali. Natychmiast też szemranie wzrosło, uciszając się dopiero stopniowo, zwłaszcza że ów człowiek nic więcej nie powiedział. Było teraz na sali o wiele ciszej niż w chwili, gdy wchodził K. Tylko ludzie na galerii nie przestawali robić uwag. Wydawali się, o ile można było coś rozróżnić tam na górze w półmroku, kurzu i zaduchu, gorzej ubrani od tych z parteru. Niektórzy przynieśli ze sobą jaśki, które włożyli między głowę a sufit, aby uniknąć bolesnego ucisku.
K. postanowił więcej obserwować niż mówić, wobec czego zrezygnował z obrony przed zarzutem rzekomego spóźnienia i rzekł tylko:
- Może i przyszedłem za późno, ale teraz oto jestem.
Nastąpiły oklaski, znowu z prawej strony sali. "Tych można sobie łatwo pozyskać", pomyślał, i raziła go tylko cisza w lewej połowie, którą miał akurat z tyłu za sobą i z której dochodziło tylko pojedyncze klaskanie w dłonie. Zastanawiał się, co by powiedzieć, aby zdobyć od razu wszystkich, a jeśli to niemożliwe, chwilowo przynajmniej tamtych.