Gdy K. przerwał sobie w tym miejscu i spojrzał na cicho siedzącego sędziego śledczego, zdawało mu się, że widzi, jak ten właśnie jednym spojrzeniem dał znak komuś w tłumie. K. uśmiechnął się i rzekł:
- Właśnie tu obok mnie pan sędzia śledczy daje komuś z was tajemny znak. Więc są między wami ludzie, którymi się stąd dyryguje. Nie wiem, czy ten znak spowoduje teraz gwizd, czy poklask, i zdradzając tę rzecz przedwcześnie, rezygnuję tym samym świadomie z możności zrozumienia, co ten znak oznaczał. Jest mi to zupełnie obojętne i upoważniam publicznie pana sędziego śledczego, by zamiast tajemnymi znakami, rozkazywał tym swoim płatnym pomocnikom głośno słowami, wydając na przykład rozkaz: "Teraz gwiżdżcie", lub innym razem: "Teraz bijcie brawo".
Zmieszany czy zniecierpliwiony, kręcił się sędzia śledczy niespokojnie na swoim krześle. Mężczyzna, który stał za nim i z którym już przedtem rozmawiał, znowu się nad nim pochylił, czy to, by mu w ogóle dodać odwagi, czy to, by mu udzielić jakiejś szczególnej rady. Na sali ludzie rozmawiali cicho, lecz z ożywieniem. Obie strony, które przedtem, zdawało się, były tak przeciwnych zapatrywań, zmieszały się, jedni wskazywali palcem na K., inni na sędziego śledczego. Dymi zaduch panujące w pokoju stawały się uciążliwe i nie do zniesienia, dym nie pozwalał nawet widzieć dość wyraźnie dalej stojących.

  WQGXVPM WJQBPGM WQVBGZM WJKVXJM WQJZQVM