Książki należą do sędziego śledczego.
- Ach, tak - rzekł K. i kiwnął głową - to są na pewno księgi ustaw i należy już do stylu tego sądownictwa zasądzać nie tylko niewinnych, ale i nieświadomych niczego.
- Widocznie tak jest - rzekła kobieta, która niedokładnie go zrozumiała.
- Wobec tego odchodzę - rzekł K.
- Czy mam sędziemu śledczemu coś oznajmić? - spytała kobieta.
- Pani go zna? - zapytał.
- Naturalnie - rzekła kobieta. - Mój mąż jest woźnym
sądowym.
Dopiero teraz zauważył K., że pokój, w którym ostatnio stała tylko balia, zamienił się teraz na całkowicie umeblowany pokój mieszkalny. Kobieta spostrzegła jego zdziwienie i rzekła:
- Tak, mamy tu wolne mieszkanie, musimy jednak w dnie posiedzeń wyprzątnąć pokój. Posada mego męża ma swoje złe strony.
- Nie tyle dziwię się z powodu pokoju - rzekł K. i spojrzał na nią gniewnie - ile temu, że pani jest zamężna.
- Ma to być przytyk do zajścia na ostatnim posiedzeniu, kiedy przeszkodziłam panu w mowie? - spytała kobieta.
- Naturalnie - rzekł K. - dziś to już minęło i prawie zapomniałem o tym, ale wtedy byłem wprost wściekły. A teraz pani sama mówi, że jest kobietą zamężną.
- Nie poniósł pan żadnej szkody, że przerwano panu mowę. Osądzono ją potem bardzo nieprzychylnie.