- Możliwe - rzekł K. wymijająco - ale dla pani nie jest to usprawiedliwieniem.
- Usprawiedliwią mnie wszyscy, którzy mnie znają - rzekła kobieta. - Ten, który mnie wtedy objął, prześladuje mnie już od dawna. Choć na ogół nie wszystkim wydaję się ładna, dla niego jestem ponętna. Nie ma na to rady, także mój mąż już się z tym pogodził; jeśli chce zachować swoją posadę, musi to znosić, bo ów człowiek jest studentem i dojdzie przypuszczalnie do wielkiej władzy. Ustawicznie za mną chodzi, właśnie odszedł przed pańskim przybyciem.
- To doskonale zgadza się ze wszystkim innym - rzekł K. - zatem wcale mnie nie dziwi.
- Pan chce podobno tu pewne rzeczy zreformować? - pytała kobieta powoli i badawczo, jak gdyby mówiła coś niebezpiecznego zarówno dla niej, jak i dla K. - Wywnioskowałam to już z pana mowy, która mnie osobiście bardzo się podobała. Słyszałam zresztą tylko część, na początek się spóźniłam, a podczas zakończenia leżałam ze studentem na podłodze. Tu jest tak ohydnie - rzekła po chwili i chwyciła K. za rękę. - Sądzi pan, że się panu uda osiągnąć jakąś poprawę?
K. uśmiechnął się i obracał lekko swą rękę w jej miękkich dłoniach.
- Właściwie - rzekł - nie jestem do tego powołany, by wprowadzać tu ulepszenia, jak się pani wyraziła, i gdyby pani to powiedziała sędziemu śledczemu, wyśmiałby panią albo ukarał.

  WJJVBVM WQYPKZM WQPQYZM WQXKJXM WJZVYPM