W gruncie rzeczy nigdy by mi nie przyszło do głowy mieszać się z własnej woli do tych spraw, a potrzeb a poprawy tutejszego sądownictwa nigdy nie odbierałaby mi snu. Ale przez to, że zostałem rzekomo aresztowany - jestem mianowicie aresztowany - zmuszono mnie wdać się w to, i to we własnym interesie. Lecz jeśli przy tym mogę być użyteczny także pani, naturalnie bardzo chętnie to zrobię. I to nie tylko z miłości bliźniego, ale także dlatego, że i pani może mi w czymś pomóc.
- W jaki sposób mogłabym to uczynić? - spytała kobieta.
- Na przykład przez pokazanie mi tych książek na stole.
- Ależ proszę! - zawołała kobieta i szybko pociągnęła go za sobą. Były to stare, zużyte książki, jedna okładka była w połowie prawie złamana, strzępy trzymały się tylko na nitce.
- Jak brudno tu wszędzie - rzekł K. potrząsając głową.
Nim zdążył wziąć książki, kobieta powierzchownie starła fartuchem kurz. K. otworzył pierwszą książkę, ukazał się nieprzyzwoity obrazek. Mężczyzna i kobieta siedzieli nadzy na kanapie; lubieżna intencja rysownika występowała wyraźnie, ale jego nieudolność była tak wielka, że ostatecznie widać było tylko mężczyznę i kobietę, którzy wyłaniali się z obrazu nazbyt cieleśnie, siedzieli nadmiernie sztywno i wskutek złej perspektywy z trudem zwracali się do siebie. K. nie kartkował już dalej, tylko otworzył jeszcze kartę tytułową drugiej książki, była to powieść pod tytułem: Plagi, jakie musiała znosić Małgosia od swego męża Jasia.