- Wątpię, czy pani mogłaby mi pomóc - rzekł - aby mnie pomóc, trzeba by mieć stosunki z wysokimi urzędnikami. Pani jednak zna na pewno tylko niższych urzędników, którzy tu się kręcą masami. Tych pani na pewno zna dobrze i u nich mogłaby pani niejedno wskórać, o tym nie wątpię, ale cokolwiek można by u nich osiągnąć, będzie to dla ostatecznego wyniku procesu zupełnie bez znaczenia. A pani lekkomyślnie pozbawiłaby się przez to kilku przyjaciół. Tego nie chcę. Proszę nadal utrzymywać dotychczasowe stosunki z tymi ludźmi, wydają mi się one dla pani niezbędne. Mówię to nie bez żalu, gdyż aby komplement pani też w jakiś sposób odwzajemnić, i pani mi się podoba, zwłaszcza jeśli pani tak jak teraz patrzy na mnie smutno, do czego zresztą bynajmniej nie ma powodu. Pani należy do społeczności, którą ją muszę zwalczać. Pani zaś czuje się w niej dobrze, jest pani zakochana w studencie, a jeśli go nawet nie kocha, to woli go pani w każdym razie od swego męża. To można było łatwo poznać ze słów pani.
- Nie! - zawołała pozostając na swym miejscu i pochwyciła rękę K., którą jej nie dość szybko wyrwał. - Nie powinien pan teraz odchodzić, nie powinien pan odchodzić z fałszywym sądem o mnie! Czy naprawdę mógłby pan teraz mnie opuścić? Czy istotnie jestem tak mało warta, że nie zechce mi pan zrobić nawet tej przyjemności i zostać tu jeszcze chwilę?

  WQKXYZM WQPQKXM WQYPYXM WJZVKKM WQXKKGM