Gdy w ten sposób pozbył się wątpliwości co do tej kobiety, zaczął mu się dialog przy oknie zanadto dłużyć, zapukał w podium palcem, a potem również pięścią. Student przelotnie spojrzał ponad plecami kobiety na K., nie dawał się jednak odwieść od swego, przeciwnie, przycisnął kobietę silniej do siebie i objął ją. Ona schyliła głowę, jak gdyby go uważnie słuchała, on zaś schyloną pocałował głośno w kark, nie przerywając rozmowy. K. widział w tym potwierdzenie tyranii, o jaką oskarżała ta kobieta studenta, wstał i chodził po pokoju tam i z powrotem. Zastanawiał się, rzucając z ukosa spojrzenia na rywala, w jaki sposób mógłby go prędko się pozbyć, dlatego z przyjemnością zauważył, że student, któremu widocznie przeszkadzały kroki K., przechodzące niekiedy w głośne tupanie, odezwał się:
- Jeśli pan się niecierpliwi, może pan odejść, mógł pan to już wcześniej uczynić, nikt by za panem nie tęsknił. Nawet powinien pan był odejść po moim wejściu, i to jak najprędzej.
Mimo całej wściekłości bijącej z tych słów tkwiła w nich również duma przyszłego urzędnika sądowego, który mówi do uprzykrzonego oskarżonego. K. stał nadal całkiem blisko niego i rzekł z uśmiechem:
- Niecierpliwię się, to prawda, ale ta niecierpliwość da się bardzo łatwo usunąć przez to, że pan nas opuści. Jeśli pan jednak przyszedł tu, by studiować - słyszałem, że pan jest studentem - to chętnie panu ustąpię miejsca i odejdę z tą panią. Zresztą będzie pan musiał wiele jeszcze studiować, nim pan zostanie sędzią. Nie znam wprawdzie jeszcze zbyt dokładnie waszego sądownictwa, przypuszczam jednak, że nie polega ono jedynie na ordynarnych słowach, na które pan sobie bezwstydnie pozwala.