- Oskarżeni są na ogół tacy wrażliwi - rzekł woźny. Prawie wszyscy czekający zebrali się teraz wokół człowieka, który już przestał krzyczeć, widocznie wypytywali go dokładnie o zajście. Naprzeciw K. wyszedł teraz jakiś strażnik, którego można było poznać głównie po szabli o pochwie, jak się zdawało, z barwy sądząc, aluminiowej. K. zdziwił się i chwycił nawet szablę ręką. Strażnik, który przyszedł usłyszawszy krzyk, zapytał, co zaszło. Woźny starał się go kilkoma słowami uspokoić, ale strażnik oświadczył, że sam będzie musiał sprawdzić, zasalutował i poszedł dalej pośpiesznym, ale bardzo drobnym, widocznie przez podagrę hamowanym krokiem.
K. nie poświęcał dłużej uwagi temu całemu towarzystwu, zwłaszcza że mniej więcej w połowie korytarza zauważył możliwość skręcenia w prawo przez otwór bez drzwi. Zapytał woźnego, czy to jest właściwa droga, woźny skinął głową i K. rzeczywiście tam skręcił. Ciążyło mu, że zawsze musiał iść o dwa kroki przed woźnym. Łatwo mogło się wydawać, zwłaszcza w tym miejscu, że jest prowadzony jak aresztant. Przystawał więc często i czekał na woźnego, ale ten teraz znowu zostawał w tyle. Wreszcie, aby wybrnąć z tej niemiłej sytuacji, rzekł:

  WQYJZKM WJQGKXM WQVGQVM WJVZPGM WQJPYKM