- Tak jest - powiedział tamten drwiąco - ale nie rozumiem, dlaczego pani opowiada panu wszystkie nasze intymne sprawy albo raczej zmusza go do ich słuchania, skoro on sam wcale nie chce o nich słyszeć. Proszę tylko spojrzeć, jak markotnie tu siedzi zaprzątnięty własnymi sprawami.
K. nie miał nawet ochoty zaprzeczyć, zamiar dziewczyny był może dobry, chodziło jej o to, by go rozerwać albo też dać mu możność ochłonięcia, ale środek chybił.
- Musiałam mu przecież wytłumaczyć pana śmiech - rzekła dziewczyna. - Przecież to było obrażające. Jestem przekonany, że on przyjmie jeszcze gorsze obelgi, jeśli go tylko w końcu stąd wyprowadzę.
K. nic nie powiedział, nawet nie podniósł oczu, znosił, że tych dwoje rozmawiało o nim jak o jakiejś rzeczy, było to nawet jeszcze stosunkowo najznośniejsze. Ale nagle uczuł rękę informatora na jednym ramieniu, a rękę dziewczyny na drugim.
- A teraz wstawać, słaby człowieku - powiedział informator.
- Ogromnie państwu dziękuję - rzekł K. mile zdziwiony, podniósł się powoli i sam podsunął cudze ręce w miejsce, w którym najbardziej potrzebował oparcia.
- Tak to wygląda - rzekła dziewczyna cicho na ucho do K.., gdy zbliżali się do korytarza -jak gdyby mi szczególnie na tym zależało, aby przedstawić informatora w dobrym świetle, ale proszę mi wierzyć, chcę tylko powiedzieć prawdę. On nie ma złego serca. Nie ma obowiązku wyprowadzać chorych stron, a jednak, jak pan widzi, robi to. Może nikt z nas nie jest nieużyty, wszyscy chcielibyśmy chętnie pomóc, ale jako urzędnicy sądowi łatwo robimy wrażenie, jakbyśmy byli nieczuli i nie chcieli nikomu przyjść z pomocą. Nieraz cierpię po prostu z tego powodu.

  WQQJGZM WJXQZPM WQXYXJM WQBXYKM WQYXGQM