- Czy nie chciałby pan tu trochę usiąść? - spytał informator.
Byli już w korytarzu, w miejscu gdzie stal oskarżony, do którego K. przedtem przemówił. K. wstydził się go prawie. Dopiero co stał przed nim dumnie wyprostowany, teraz dwie osoby musiały go wspierać, jego kapeluszem balansował informator trzymając go w koniuszkach palców, fryzura była zwichrzona, włosy spadały mu na pokryte potem czoło. Ale oskarżony widocznie tego wszystkiego nie zauważał, stał pokornie przed informatorem, ignorującym go, i starał się tylko usprawiedliwić swoją obecność.
- Ja wiem - rzekł - że moje wnioski nie mogą jeszcze być załatwione. Ale przyszedłem mimo to, myślałem, że mogę tu poczekać, jest niedziela, mam czas, a tu przecież nie przeszkadzam.
- Nie musi pan się znowu tak usprawiedliwiać - rzekł informator - pańska troskliwość jest godna pochwały, wprawdzie zabiera pan tu niepotrzebnie miejsce, ale nie mam mimo to absolutnie zamiaru, dopóki pan mi nie zawadza, przeszkadzać panu w dokładnym śledzeniu pańskiej sprawy. Gdy się widzi ludzi, którzy tak haniebnie zaniedbują swoje obowiązki, człowiek nabiera cierpliwości w obcowaniu z takimi jak pan.
- Jak on umie rozmawiać ze stronami - szepnęła dziewczyna.
K. przytaknął, ale natychmiast się zerwał, gdy informator go spytał:

  WJZPJYM WQQQVQM WJVKZBM WQKYQVM WJJYPPM