K. nic na to nie odpowiedział, powinien by ją po pierwszym słowie wyrzucić z pokoju, a tego nie chciał. Zadowolił się piciem kawy i tym, że dal odczuć pani Grubach, iż obecność jej jest zbyteczna. Za drzwiami znowu słychać było utykający chód panny Montag, która przemierzała cały przedpokój.
- Słyszy pani? - spytał K. i ręką wskazał na drzwi.
- Tak - powiedziała pani Grubach i westchnęła - ja chciałam jej pomóc i służącej kazałam pomóc, ale ona jest uparta, sama chce wszystko przenieść. Dziwię się pannie Bürstner. Mnie samej nieraz nie na rękę jest, że mam pannę Montag jako lokatorkę, a tymczasem panna Bürstner bierze ją nawet do siebie do pokoju.
- To panią nic nie obchodzi - rzekł K. i rozgniótł resztkę cukru w filiżance. - Czy ma pani przez to jakąś stratę?
- Nie - powiedziała pani Grubach - właściwie nawet dobrze się składa, zyskuję przez to wolny pokój i mogę tam ulokować mego siostrzeńca, kapitana. Już dawno obawiałam się, że on mógł panu przeszkadzać w ostatnich dniach, w ciągu których musiałam go umieścić w pokoju obok. On się nie bardzo z tym liczy.
- Co to za pomysł! - powiedział K. i wstał - ależ o tym nie ma mowy. Pani uważa mnie z pewnością za przewrażliwionego, ponieważ nie mogę znieść tej wędrówki panny Montag. Oto znowu wraca.

  WQZQJPM WJXYXZM WQZVJKM WJQZXJM WQYQKJM