Pani Grubach czuła się prawdziwie bezsilna.
- Czy mam powiedzieć, by odłożyła resztę przeprowadzki na później? Jeśli pan chce, zaraz to zrobię.
- Ależ ona ma się przeprowadzić do panny Bürstner! - powiedział K.
- Tak - odpowiedziała pani Grubach, nie rozumiejąc dokładnie, co K. miał na myśli.
- No - rzekł K. - wobec tego przecież musi przenieść swoje rzeczy.
Pani Grubach skinęła tylko głową. Ta niema nieporadność, która na zewnątrz wyglądała jak upór, jeszcze bardziej rozdrażniła go. Zaczął chodzić po pokoju od drzwi do okna tam i z powrotem i odebrał w ten sposób pani Grubach możność oddalenia się, co by zresztą prawdopodobnie chętnie uczyniła.
Właśnie doszedł znowu do drzwi, gdy ktoś zapukał. Była to służąca, która oznajmiła, że panna Montag chętnie by zamieniła z panem K. kilka słów, dlatego prosi, by przyszedł do jadalni, gdzie go oczekuje. K. w zamyśleniu przysłuchiwał się służącej, potem odwrócił się i prawie szyderczym wzrokiem obrzucił zalęknioną panią Grubach. To spojrzenie zdawało się mówić, że K. już dawno przewidział to zaproszenie panny Montag i że doskonale dopełnia ono mąk, których musi on tego niedzielnego przedpołudnia doświadczać od lokatorów pani Grubach. Odesłał dziewczynę z odpowiedzią, że przyjdzie natychmiast; potem poszedł do szafy, aby zmienić ubranie, i w odpowiedzi na biadania pani Grubach nad natrętną osobą miał tylko prośbę, by zechciała już wynieść naczynia po śniadaniu.

  WJVZBGM WQZVKVM WJXYQXM WQYQYKM WJQJPGM