- Panie! Mamy być wychłostani, ponieważ poskarżyłeś się na nas przed sędzią śledczym.
Teraz dopiero rozpoznał K., że to rzeczywiście byli strażnicy Franciszek i Willem i że trzeci mężczyzna trzymał w ręku rózgę, aby ich bić.
- Nie - rzekł K. i patrzył na nich osłupiały - nie poskarżyłem się, powiedziałem tylko, co się działo w moim mieszkaniu. A wasze zachowanie nie było przecież bez zarzutu.
- Panie - rzekł Willem, podczas gdy Franciszek widocznie starał się schronić za nim przed tym trzecim - gdyby pan wiedział, jak licho jesteśmy opłacani, lepiej by pan o nas sądził. Ja mam rodzinę do wyżywienia, a Franciszek chciał się ożenić, człowiek stara się wzbogacić, jak może, samą tylko pracą nie można tego dopiąć, nawet najżmudniejszą. Skusiła mnie pańska cienka bielizna, naturalnie nie wolno strażnikom tak postępować, to było bezprawie, ale jest już zwyczajem, że bielizna należy do strażników. Zawsze tak było, proszę mi wierzyć. I to jest przecież zrozumiale, cóż jeszcze znaczą takie rzeczy dla tego, kto ma nieszczęście być uwięzionym - Gdy jednak ktoś mówi o tym publicznie, musi nastąpić kara.
- Tego, co teraz mówicie, nie wiedziałem, nie żądałem też absolutnie waszego ukarania, chodziło mi tylko o zasadę.