- Franciszku - zwrócił się Willem do drugiego strażnika - czy nie powiedziałem ci, że pan nie żądał naszego ukarania? Teraz słyszysz, on nawet nie wiedział, że musimy być ukarani.
- Nie daj się wzruszyć takim gadaniem - powiedział trzeci do K. - kara jest równie sprawiedliwa jak nieunikniona.
- Nie słuchaj go - rzekł Willem i przerwał, aby podnieść prędko do ust rękę, w którą dostał rózgą - tylko dlatego karzą nas, żeś ty na nas zrobił doniesienie. Inaczej nic by się nam nie stało, nawet gdyby się dowiedziano, cośmy zrobili. Czy można to nazwać sprawiedliwością? My obaj, a zwłaszcza ja, przez długi czas okazywaliśmy się bardzo zdatnymi strażnikami - sam musisz przyznać, że z punktu widzenia władzy dobrześmy się sprawili - mieliśmy widoki na awans i bylibyśmy wkrótce na pewno zostali również siepaczami jak on, który właśnie ma to szczęście, że nikt na niego nie zrobił doniesienia, bo takie doniesienie rzeczywiście rzadko się zdarza. A teraz, panie, wszystko stracone, nasza kariera skończona, przyjdzie nam spełniać grubo gorsze roboty niż służba strażnicza, a ponadto dostajemy teraz te okropnie bolesne baty.
- Czy rózga może powodować takie bóle? - spytał K. i spojrzał na rózgę, którą siepacz przed nim wywijał.