- Będziemy się, przecież musieli rozebrać do naga - powiedział Willem.
- Ach tak - rzeki K. i przyjrzał się dokładnie siepaczowi. Był opalony na brązowo jak marynarz i miał dziką, świeżą twarz. - Czy nie ma możliwości oszczędzić tym dwom rózeg? - spytał go.
- Nie - rzekł siepacz i potrząsnął z uśmiechem głową. - Rozbierajcie się! - rozkazał strażnikom. A do K. powiedział: - Nie powinieneś im we wszystkim wierzyć, ze strachu przed biciem już trochę zgłupieli. Co ten tu na przykład - wskazał na Willema - opowiada o swojej ewentualnej karierze, jest wprost śmieszne. Popatrz, jaki on tłusty - pierwsze cięgi w ogóle zginą w tłuszczu.
A wiesz, z czego jest taki tłusty? Ma zwyczaj zjadać śniadanie wszystkim aresztowanym. Czy nie zjadł także twego śniadania- No, widzisz, przecież powiedziałem. Ale człowiek z takim brzuchem nie może przenigdy zostać siepaczem, to wykluczone.
- Są też i tacy siepacze - twierdził Willem, który właśnie odpinał swój pasek od spodni.
- Nie - powiedział siepacz i tak go ciął rózgą przez szyję, że ten drgnął cały. - Ty się nie przysłuchuj, tylko rozbieraj się.
- Wynagrodziłbym cię dobrze, gdybyś ich puścił - powiedział K. i wyjął pugilares, nie patrząc już na siepacza; takie interesy załatwia się obustronnie najlepiej ze spuszczonymi oczami.