- A później zechcesz i mnie zadenuncjować - powiedział siepacz - i mnie także przyprawić o baty. Nie, nie!
- Bądź przecież rozsądny - powiedział K. - Gdybym chciał, by ci dwaj zostali ukarani, nie byłbym starał się ich teraz wykupić. Mógłbym po prostu zatrzasnąć drzwi, nie chcieć już nic słyszeć ani widzieć i pójść do domu; ale ja tego nie robię, przeciwnie, zależy mi poważnie na tym, by ich uwolnić. Gdybym był przeczuwał, że będą albo że tylko mogą być ukarani, nigdy bym nie był wymienił ich nazwisk. Zupełnie nie uważam ich bowiem za winnych, winna jest organizacja, winni są wysocy urzędnicy.
- Tak jest! - zawołali strażnicy i natychmiast dostali rózgą w już obnażone plecy.
- Gdybyś miał tu pod rózgą jakiegoś wysokiego sędziego - powiedział K. i mówiąc przytrzymał rózgę, która już znowu miała się podnieść - zaiste nie przeszkodziłbym ci uderzyć, przeciwnie, dałbym ci jeszcze pieniędzy, abyś do tej dobrej sprawy dołożył sił.
- To, co mówisz, brzmi wiarygodnie - powiedział siepacz - ale ja nie dam się przekupić. Jestem wynajęty do bicia, więc biję.
Strażnik Franciszek, który może w oczekiwaniu dobrego skutku interwencji K. zachowywał się dotychczas dość powściągliwie, ubrany już tylko w spodnie przystąpił do drzwi, klękając uwiesił się na ramieniu K. i szepnął: