Za oczkiem jakiej Marysi lub Wandy,
Która im różne rozdaje przydomki,
A wiosną listkiem cyprysu, lewandy
Z nimi w zielone gra lub wiąże słomki,
Lub wędkę rzuca w te rybek girlandy,
Które za każdym wody pluskiem płyną,
Skosztują – haczek obaczą – i miną.
Lecz u Polaków tak: widziałem całe
Przy jednej pannie gimnazja, licea;
Ta miała często rączęta niebiałe,
A złość tak wielką w sercu jak Medea,
A zaś korzyści z tych miłości małe
I małe bardzo na później trofea.
Rozdały wiele włosów, łez, podwiązek:
Żadna nie weszła stąd w małżeński związek.
A stąd przestroga, że takie zbiorowe
Miłoście nic są w miłości niewarte;
Że lepiej serce zawrócić niż głowę,
Serca w miłości bowiem są uparte,
Choć głowy stokroć bardziej romansowe
I stokroć bardziej ogniście zażarte,
I często widząc, że na świecie źle tym,
Z rozpaczy kończą tak jak Werter w Götym.
Więc z drugiej strony w tym jest kompensacja
Dla tych, co dzisiaj są starymi panny,
Gdy na rozstajnej drodze jaka stacja
I kamień, i trup w białą czaszkę ranny
Świadczą – że każda z nich, jako akacja
Okryta słodkim kwiatem w czas poranny,
Brzęczała wkoło pszczół zalotnych wieńcem
I ma kochanka w piekle – potępieńcem.
Takim sposobem wnet jest heroiną
I poeci ją rymami zaszczycą:

  WQBZGJM WJXPVZM WJVJGKM WQGPZXM WQVBJVM