Bobym te wszystkie katolickie kwasy
Miał na łbie, wszystkie sześć – bo ta kochana
Panna Prakseda, gdy chodzi w zapasy
I chce traktować kogo jak szatana,
Co ma pod ręką katolickich wieszczy,
Rzuca na głowę i bije, i wrzeszczy.
Podziękowawszy więc Bogu, że tylko
Dostałem „Złotym Ołtarzykiem", który
Każdą klamerką mię ukłuł jak szpilką;
Na niedźwiadkowe się bowiem pazury
Zamyka – (Czymże jest ból? Jedną chwilką! –
Jak mówią w „Dziadach” Mickiewicza chóry) –
Podziękowawszy za chwilki chwilowość,
Wpadam w opisy znów i w romansowość.
Aniela miała cudowną postawę,
W noszeniu głowy cudną lekkość – włosy
A l’antique – barwy troszeczka bladawe,
Oczy skier pełne, teraz pełne rosy,
Smutne i twarzy kochanka ciekawe,
I pytające się o własne losy.
Jej ręka piękna, maleńka i biała
Za szorstką, silną biorąc rękę – drżała.
„Ty wyjeżdżałeś! tyś mi nie powiedział!
Ale me serce jest miłośnym szpiegiem.
Nie mów mi, że jest między nami przedział
Fortuny. – Jestem nad przepaści brzegiem.
Usiądź – opowiem – wszystko będziesz wiedział!
Nie strasz się tylko trudności szeregiem,
Nie strasz się! jesteś ludziom w poniewierce...
Lecz ja cię kocham jedna – ja mam serce.
Straciłeś cały majątek? – i cóż mi