Majątek? ludzi sąd? – ja kocham ciebie!
Ja twego serca chcę – a nie twych dusz mi
Potrzeba – pójdę o żebranym chlebie.
Nie odpowiadaj mi na to, nie krusz mi
Serca – mój los już zapisany w niebie!
Ja kocham ciebie! w twoim sercu żyję,
Kto nas rozdzielić chce – ten mię zabije!
Dzisiaj przyjechał Dzieduszycki z drogi,
Znów się oświadczył i o moją rękę
Prosił. – Mój ojciec stał się dla mnie srogi
I guwernantka jak na moją mękę
Za ojcem trzyma. I ludzie, i bogi
Przeciwko nam są – i wuja Sosenkę
Przekabacili już na swoją stronę.
Płakałam – patrzaj – oczy mam czerwone.
A tu, jak na złość! dla Dzieduszyckiego
Był bal. – Czy widzisz, jak jestem ubrana?
Musiałam ubrać się dla ojca mego
W ten księżyc – lecz ja dla mojego pana,
Dla ciebie tylko! dla ciebie samego
Ubrałam się tak w kwiaty – po kolana.
Prawda, że dobrze mi tak bez zawoja? –
Ja nie ubrałam się dla nich – ja twoja!
Lecz ty wyjeżdżał? gdzie? O! ty niewierny!
Gdyby nie Diwa, byłbyś już daleko.
Gdzieżeś ty jechał? – gdy mię ból niezmierny
Dręczy – kiedy mię przed ołtarze wleką,
Gdy nie zostanie nic, jak się w cysterny
Rzucić lub twoją się zakryć opieką:
Tyś mię opuszczał w chwilę tak okrutną!
Ja przebaczyłam już – ale mi smutno.
Czy ty nie ufasz, że ja zdołam jedna