Oprzeć się, zostać twoją? – ja niepłocha!
Ty nie wiesz, co to jest kobieta biedna,
Kiedy ją dręczą, kiedy mocno kocha –
Zgubi się, potem u wszystkich wyjedna
Łzy nad swym sercem zgubionym i trocha
Kwiatów i więcej też żadnej nie trzeba...
Cóż to? – Nie mówisz nic do mnie? O nieba!
Myślałam, że ty mi dodasz nadziei –
Tu wypuściła z rąk rękę kochanka –
Myślałam, że ty w tej smutnej kolei” –
Tu blisko, szczęściem, stała z wodą szklanka,
Wzięła ją... drżące w szkło usteczka klei,
Ząbki o kryształ dzwonią jak kraszanka,
Kiedy się z drugą spotka w dziecka dłoni.
Rzekłbyś, że perła o dyjament dzwoni:
„Myślałam...” – Głos jej o jedną oktawę
Zniżył się i pękł jak pęknięcie struny. –
Boleść złamała jej giętką postawę,
Myślałbyś, że się chyliła do truny,
Tak nawet małe usteczka jaskrawe
Zbladły uczuwszy gorzkich łez piołuny.
Padła na krzesło i przez łzawe deszcze
Błysnął ostatni jęk: „Kochasz mię jeszcze?”
Beniowski już był na kolanach; w dłonie
Wziął drżącą rączkę Anieli... Tu proszę
Włożyć mi wieniec Petrarki na skronie,
Bo na tym pieśń zakończę i ogłoszę
Po dawnych wieszczów umarłych koronie
Czas bezkrólewia; pobuntuję kosze,
Krytyków kupię z Grabowskim prymasem,