Atoli wnętrze tych domów dopiero
Poetyczne jest – zwłaszcza jeśli miłość
Oświeci, wonną je napełni mirrą
I ścian drewnianych sprostuje pochyłość;
Podolanek są usta srebrną lirą,
Serca... – Ta strofa ma pewną zawiłość,
Której nie lubię, lecz ją skończyć muszę –
Serca są takie jak aniołów dusze.
Sam znałem jedną – lecz nie wspomnę o niej,
Bo się nadzwyczaj mój rym rozserdeczni.
Od serca mi jej wiało tyle woni
I tyle światła, że mi dziś słonecznie) –
Chociaż mi zegar teraz północ dzwoni –
Niż gdybym w Boga się patrzał najwieczniej.
Niech was bluźnierstwa nie rozpędza trwoga;
Ona umarła już. – Jest częścią Boga,
Duszą, światłością, wolą, jedną chwilą
Wieczności, wiedzą wszystkiego. – O! dosyć!
Niech resztę grobu cyprysy ochylą.
Różom najbielszym jej żałobę nosić.
Ją słońca drogi mlecznej nie omylą;
Zdziwiona blaskiem, będzie się podnosić
Jako harmonii lekkiej głos, bez końca
Ze słońc na wielkie słońca i nad słońca.
A gdy się w drogi zatrzyma połowie,
Jak gołąb puszczę za nią skrzydła chyże –
A tu mi ręce zawiążcie na głowie
I twarzą bladą połóżcie na lirze,
Jakbym w alpejskim upadłszy parowie
Spoczywał. – Miałem ja troski i krzyże;
Więcej, niż śniło się wam, filozofom.