Czy w poemacie tym równie szczęśliwa
Krytyka równe porobi odkrycia?
Nie wiem. – Czasami myśl w eterze pływa,
Przez piękne bardzo przelatując śnicia,
Lecz później pismo, druk tęcze obrywa
Z kształtów. – A teraz odbłysk mego życia
Na ten poemat pada niezbyt pięknie.
Patrzcie, jak serce wesołe – gdy pęknie!
Szczęściem, że pieśni tej bohater młody,
Świeży, miłośny i ma ciemne oko,
Złote połyskiem zielonawej wody,
Lecz niezbyt na świat patrzące głęboko.
Owszem, ma nadto serdecznej pogody,
Nadto mu prawie na świecie szeroko.
Ach! nieraz szczerze westchniecie z litości,
Widząc, jaki w nim brak artystyczności!
Poezja go otacza. – Czytelniku!
Na jego miejscu, o! ileż byś razy
Uczuł, że dusza twa na wykrzykniku
Hipogryfując, leci, tnie wyrazy,
Klnie, że wokoło zimnych serc bez liku!
Same szkielety pod nią, same płazy! –
Beniowski, jakby go Bóg o tym ostrzegł,
A priori to czuł – lecz nie spostrzegł.
Co lepsza, nigdy nie mówił, nie pisał –
Biedaczek! brakło mu formy gotowej!
Nigdy się w myślów dzwon nie rozkołysał,
Idei żadnej w nim nie było nowej;
Najnowsze z ustek różanych wysysał;
I teraz, patrzcie! w pasiece lipowej
Klęczy pokornie przy kochanki nodze –
Oboje na zbyt niebezpiecznej drodze.
Lecz młodość – o! ta, pomimo dewotek,

  WJJXZYM WJVQPBM WJKJVQM WQGQQJM WQGBGJM