Ta jest najlepszą obroną dziewicom;
To jest kochanków młodość. – Mimo plotek
Szesnastoletnim się przybliżyć licom
Pozwólcie – zwłaszcza gdy chłopiec-podlotek
Zazdrości skrzydeł dwu synogarlicom
Dlatego tylko, że się mogą bratać,
Piórkami ściskać i gruchać, i latać.
O! pierwsza miłość! tej wiernym obrazem
Jest zamienienie serc bez interesu;
Tej ideałem jest latanie razem
W krainie, w której nie ma końca, kresu.
Potem się człowiek głupi staje płazem;
Mimo krew zimną, z każdego karesu
Mogą wyniknąć rzeczy złe i zdrożne,
O których książki już mówią nabożne.
Za takie rzeczy, nie rozumiem zgoła,
Dlaczego w Rzymie nieszczęsne grzesznice
Sadzą do zamku świętego Anioła,
Prócz tych... – Ta strofa musi zakryć lice;
Wstydzi się, że tę myśl wzięła od czoła,
Nie zaś z profilu. O muzy-dziewice!
Zarumienieniem waszym ucieszony,
Wracam do bajki mojej – z innej strony.
To jest – zostawiam z kochankiem dziewicę
Śród róż, drzew, świateł księżycowych, woni,
Wód rzucających srebrne błyskawice
Spod brzóz i bielą okrytych jabłoni;
Serce przy sercu i przy licu lice,
Dłoń niespokojna w niespokojnej dłoni;
Ach! są to rzeczy bardzo piękne, czułe,
Lecz wieszcza mogą przemienić w gadułę.
A więc do zamku wracam, gdzie Starosta