Kłaniał się, poił, dął, puszył, brał na ton,
A chociaż szlachta go słuchała prosta,
O rzeczach duszy rozmawiał jak Platon –
Na mózg wesołych ludzi wielka chłosta! –
Więc się rozeszli, woląc sen – niż świat on,
Co się naówczas zdał zaatlantyckim.
Został się pan Starosta z Dzieduszyckim...
Ów Dzieduszycki był to regimentarz
Podolski, wielki wróg konfederacji,
Z której niedawno chciał uczynić cmentarz,
Co do jednego wyciąć – niech go kaci!
Z Rulhičr[e]a pewnie jego czyn pamiętasz,
A tu obaczysz, jak mu się wypłaci
Konfederacja: jak jest niebezpiecznie
Z demokratami być nie dosyć grzecznie!
Przypomnę tylko, że ten paliwoda
Zdradą na obóz napadł i wycinał,
Czego mu potem była wielka szkoda,
Bowiem go czekał stryczek lub puginał.
Nie znano jeszcze wówczas „Wallenroda”
I kończył jak pies, kto zdradą zaczynał,
Exemplum: oba litewskie biskupy,
Na dwóch latarniach miejskich – oba trupy.
Dziś zdrajcom łatwiej – jeśli ich pod lodem
Car nie utopi – łatwiej ujść latami.
Krukowiecki jest miasta Wallenrodem,
Demokratycznym jest Gurowski. – Czarni,
Lecz obu wielka myśl była powodem,
Oba chcą Polski, aby ujść bezkarni;
Bo zna to dobrze ta piekielna para,
Że łatwiej odrwić Polaków – niż cara.
Wallenrodyczność, czyli wallenrodyzm,

  WJGQVKM WJQXVVM WQPGYPM WQJVZBM WQZJJGM