Ten wiele zrobił dobrego – najwięcej!
Wprowadził pewny do zdrady metodyzm,
Z jednego zrobił zdrajców sto tysięcy.
Tu nie mam więcej już rymu na „odyzm”,
Co od włoskiego „odiar–lo” – najpręcej
Może zastąpić brak polskiego słowa;
Wallenrodyczność więc –jest to rzecz nowa.
Mój czytelniku, powiem coś na ucho:
I sam Paszkiewicz... domyślaj się reszty –
„Co? sam Paszkiewicz?” – O tym jeszcze głucho,
Lecz jestem pewny. – Pomyślał: „A wiesz ty,
Że on być musi już przejęty skruchą?
On jest Polakiem aż po same meszty,
Które mu dzisiaj wyszyła Wallida,
Aby Turkiem był dla Abdul Meszyda”. –
– Tak jest: obaczysz, lecz trzymaj w sekrecie,
Co powiedziałem: nie rzucaj się w spiski,
Bo wielkim rzeczom przeszkodzisz na świecie,
Rzeczom, co jako piorunowe błyski
W chmurach się kryją. – Więc już rozumiecie,
Że Dzieduszycki nie miał jednej kreski
Od brzegów Dźwiny po hordy Nogajca;
Wszyscy w Ojczyźnie mówili: „To zdrajca!”
Zwalił to wprawdzie na króla rozkazy;
Ale się wyparł król, jak zawsze bywa,
Wyparł się jako święty Piotr – trzy razy,
I cała wina na koguta spływa,
Dlatego że piał. A więc wszystkie zmazy
Pan regimentarz, kochanek Gradywa,
Dźwigał na sobie i chował in petto
Zemstę jak Włochy, co się mszczą stiletto.

  WQYPVVM WQZVJBM WQJJXQM WQPXQPM WJQYZJM