Tymczasem chciał się ożenić bogato
I okiem wszystkie przemierzywszy domy,
Najlepszym z domów wydał mu się na to
Ów zamek wielki, malowniczy, stromy,
Gdzie mieszkał szlachcic pół, pół król, pół Kato,
Pół wariat, a pół syn cezarów Romy;
Maleńki starzec, półłysego czoła,
Ojciec, który miał córkę, pół anioła.
Wybrawszy teścia przyjechał bez swatów,
Z intencją ojcu się oświadczył, pannie;
Wspomniał o drzewie swoich antenatów –
Nie wspomniał ani raz o krwawej wannie,
Którą chciał sprawić dla konfederatów –
Ale o królu mówił nieustannie,
Pokręcał wąsa, zarzucał wylotów;
Lubił pić, bardzo nienawidził kotów.
Dlatego kochał psy; gdy gardło zalał...
Pozwolił nieraz Anieli szpicowi,
Aby mu lizał wąs... za psami szalał,
Zalecał nawet dóbr intendentowi,
Ażeby chłopów psóm kąsać pozwalał,
Mówiąc zazwyczaj, że to psy uzdrowi
Od bolu zębów, a stąd od wścieklizny;
Miał jednak dobrą stronę: anewryzmy –
Te dowodziły, że miał serce. – Głowy
Nie dowodziła w nim choroba żadna,
Lecz materialny kadłub, z okiem sowy
Na szyi zawsze nieruchomej; składna
Figurka, uśmiech i ukłon wężowy;
Grzeczność, co w takim panu bardzo ładna!
Wielka znajomość świata, krajów, ludzi
I wiele tego wszystkiego, co łudzi.
Ów pan układny więc siedział przy stole,